męki brak
nie palę już od… no dobra, to dopiero czwarty dzień tak szczerze licząc, ale papierosy skończyły mi się już 9 dni temu i liczbę 9 podaje znajomym w pracy jako wynik. oni są pod wielkim wrażeniem (wszyscy jarają szlugi, to jest temat długi), a ja też się trochę tym buduję, bo te kilka buchów pociągniętych pokątnie wcześnie… nie bądźmy drobiazgowi, to żadne palenie ;p
a tak serio, teraz nie pale wogóle i nie zamierzam już. męka związana z rzucaniem rurek jest przereklamowana. zacząłem biegać 3 tygodnie temu i stwierdziłem, że albo przestaje biegać, albo palić, bo to zdecydowanie nie idzie w parze. wysiłek fizyczny zapewnia stan euforyczny, pod którego wpływem wybrałem ścieżkę zdrowia. dopaliłem co miałem na stanie by mnie nic nie rozpraszało i nie kusiło. poczucie przebytych mil w nogach i hektolitrów czystego powietrza przepompowanych przez płuca daje siłę olbrzymią do niepalenia. teraz czuję się świetnie.